kolizja, co robic?POMOCY
witam serdecznie
w dniu 25 maja przyjecha³am do pracy po¿yczonym (od ojca) samochodem firmowym, zaparkowa³am spokojnie, bez ¿adnych problemów, prace skoñczy³am ko³o 15.30 ide szczê¶liwym krokiem do auta a tam dwóch "sympatycznych" Panów rzuca mi oskar¿enie ,ze uderzy³am w auto jednego z nich. Faktycznie samochód sta³ jednym bokiem przy zderzaku tylnim auta tego Pana. Ja zszokowana bo nic nie czu³am przy parkowaniu a nawet nie jestem pewna czy ten samochód tam sta³, co oczywi¶cie Pan szybko uci±³ twierdz±c ,ze do pracy przyjecha³ o godz 6 rano (ja ko³o 7.30) i nie przepakowywa³ samochodu ( wspomnê, ¿e jest to opel vectra, rocznik ko³o 1990-93 ja by³am Hond± CR-V) odjecha³am delikatnie autem i co siê okaza³o on mia³ uszkodzona delikatnie lampê a drugi z tych Panów zacz±³ mocno trz±¶æ zderzakiem i uparcie twierdzi³,ze jest on urwany. Zapytali czy mam zni¿ki itp. bo ta naprawa to bêdzie z 1000 z³ kosztowaæ i po co mam mieæ taki wydatek, ja bêd±c autem niestety nie swoim i jeszcze firmowym nie wiedzia³am co zrobiæ. Jeden z nich powtarza³,ze firmy nie maj± zni¿ek i tak nic nie strac± wiec najlepiej bêdzie spisaæ protokó³ zdarzenia.Ja zaproponowa³am,ze by udaæ siê do mojego znajomego mechanika, który mo¿e wyceniæ szkodê i ewentualnie ja pokryjê, ale ca³y czas powtarza³am,ze to nie mo¿liwe, ¿ebym nie poczu³a niæ parkuj±, przeciez ka¿de uderzenie jest odczuwalne.
Kole¶ po mojej propozycji dotycz±cej mechanika powiedzia³,ze mam jechaæ do domu siê zastanowiæ i jutro siê skontaktuje ze mna. Zadzwoni³ dopiero po 3 dniach z zapytaniem co robimy, ja nie mog³am podj±æ ¿adnej decyzji gdy¿ w³a¶ciciel auta by³ poza zasiêgiem, ale po wielokrotnej analizie zdarzenia dosz³am do wniosku,ze to nie mo¿liwe ¿eby to by³a moja wina i tak mu tak powiedzia³am po czym on zacz±³ mnie straszyæ policj±, ze ma zdjêcia itp. ale nie móg³ mi znale¼æ ¶wiadka, który widzia³by jak przy parkowaniu uderzy³am w auto, bo gdyby siê taki znalaz³ to ja te¿ nie mia³abym w±tpliwo¶ci i bez problemu za³atwiliby¶my t± sprawê. Po postraszeniu mnie policj± trochê zmiêk³am i zaproponowa³am mu ewentualnie, ze uda siê do mojego znajomego mechanika, który naprawi auto a ja zap³acê-zgodzi³ siê ale nie mia³ czasu i znów od³o¿y³o sie to w czasie. Dzi¶ dopiero mia³am okazjê rozmawiaæ z w³a¶cicielem Hondy, który stwierdzi³,ze go¶ciu mo¿e cyt." spadaæ na bambus". Obecnie czekam, a¿ "poszkodowany " sie ze mna skontaktujê i oznajmiê mu to co ww., kto mo¿e mieæ w tym sporze racjê. NIe mia³am do tej pory takich problemów i straszenie policj± jest dla mnie stresuj±ce.
Macie jak±¶ opinie na ten temat??
|