Witam
Przyjechalem dzis wieczorem do domu (blokowisko) i nie ma gdzie
zaparkowac

Pamietam czasy, gdy nikt nie stawal kolami na chodniku, bo to byl
obciach, nie stawalo sie przy smietniku (bo zapachy), na zakrecie tez
nie (bo niebezpiecznie), pod sklepem rowniez nie, bo rano przyjada z
dostawa.
Dzis juz nikt nie ma skrupolow. Trawniki zaorane, na zakresie po dwa
samochody obok siebie, wieczorem miejsce kolo smietnika to rarytas,
czasem ktos kogos zastawi, a ten przejedzie chodnikiem. Nawet malo kto
donosi na Straz Miejska, bo pewnie wiekszosc juz ma samochod i "srednio
statystycznie" problem dotyczy kazdego.
Czy bylo dane Wam przezyc jakas reorganizacje problemu parkowania ?
Nie mam klopotow, aby wsiasc w autobus i pojechac do centrum bez
samochodu. Nie mam problemu zalatwiajac jakas sprawe zaparkowac daleko i
podejsc na piechote.
Ale niemozliwosc zaparkowania w poblizu miejsca zamieszkania jest juz
troche meczaca. W koncu gdzies stanalem, ale widze, ze scisk przenosi
sie juz na obrzeza osiedla.
"Nie jezdzenie" nie jest rozwiazaniem, rozwiazaniem jest pozbycie sie
aut - no ale to takie troche antycywilizacyjne dzialanie. Czy srednio
mamy juz wiecej samochodow na obywatela niz w bogatszych krajach UE ?
(ok, wiem - obywatele tych krajow nie mieszkaja tak gesto)
Zajmowanie wymalowanych miejsc, celem standaryzacji odstepow -
mieszkancy robia to lepiej, nauczyli sie sciskac w potrzebie

Nawet
sobie nie obijamy aut.
"Zielone" parkingi, czyli dziurwana kostka na trawie, zamiana miejsc
rownoleglych na prostopadle - to bedzie krucjata w spoldzielni
mieszkaniowej. Kilka lat temu podczas remontu parkingow i drog zrobili
_wysokie_ krawezniki, skosne wykonczenia miejsc (stoja wiec auta jednym
kolem na trawie), i regularnie odnawiaja zaorane trawniki. Czyli nie tli
sie tak iskra do optymalizacji.
Do usuniecia jest kilka nieruchawych pojazdow, stoja od zawsze w tym
samym miejscu. Ale jak jest oplacone OC, przeglady zrobione, to swiete
prawo wlasciciela tam stac (chociaz do niektorych to chyba diagnosta
musial przyjechac na miejsce) No i efekt mizerny - kilka miejsc.
No to moze plac parkingowy na skraju osiedla - tylko ze ziemia kosztuje,
parking bedzie platny. I kto ma stawac na tym platnym, oddalonym od
miejsca zamieszkania ? Ci co rzadko jezdza ? A po co - znajda sobie
miejsce w dzien pod oknem (ich prawo). Zostaja Ci, co czesto jezdza.
A moze trzeba sie przyzwyczaic, ze samochod stoi 500m od domu. Lepiej
stawac na 1-szym wolnym i isc na piechote, niz krazyc i tracic czas.
500m - tam mam przystanek. Komunikacja miejska w korkach szybciej. A
potem trzeba parkowac pod praca. I tak 2x dziennie.
Zostaje jedno: sprzedam samochod

(tutaj wkleilbym link, ale wyszloby, ze to przykrywka do spamu
AF