PDA

View Full Version : raport z wyprawy w Arizonie, USA


AlFire
05-06-2008, 06:36
Witajcie,

Mialem okazje spedzic 48h praktycznie sam na sam z 2oo kilka dni temu w
Phoenix, AZ i okolicach.

Pierwsza decyzja do podjecia byl wybor motocykla. Jest kilka modeli
ktore mnie kusily a mianowicie 1200GS (moi znajmomi jezdza i po prostu
jestem ciekawy), ktores z Ducati jak i skromna ale rownie slynna SV-650.
Zabokowalem pierwsze GSa aczkoliwek szybko okazalo sie ze ceny w sezonie
sa iscie zaporowe a mianowicie $200 za dzien + roznego rodzaju
ubezpieczenia. Szukalem wiec dalej z w konu trafilem na SV-650 za $80 za
dzien. Wciaz drogo, ale nie mam wyboru. Polecam tych gosci
[Only registered and activated users can see links] Dokonalem rezerwacji i o umowionej
porze stawiam sie po odbior 2oo. Jak pozniej sie okazalo wybor byl
najlepszy z mozliwych na krete trasy.

Zaczelo sie z grubej rury: umowilem sie ze znajomym z internetu o 7am. A
wlasciwie o 6am bo bylem oddalony jakies 40 mi od miejsca spotkania. Bez
zadnych taryf ulgowych. Jak to Bob powiedzial sa trzy czynniki by
wyruszyc rano:
-maly ruch na drogach
-malo policji
-jeszcze w miare chlodno

Wyruszam wiec w trase zaopatrzony w GPS [Only registered and activated users can see links]
(prowizoryczne lecz skuteczne rozwiazanie). Urzadzonka okazalo sie
bardzo przydatne bo po drodze byl kiepsko oznakowany objazd w zupelnie
nieznanym terenia i bez najmniejszych problemow znalazlem wlasciwa
droge. Spoznilem sie kilka minut. Spotykamy sie na stacji benzynowej.
Widzimy sie pierwszy raz - wczesniej rozmawialismy tylko przez telefon.
Po krotkim wprowadzeniu, ustalismy trase, zatankowalismy i w droge. Bob
ma 65 lat, 4 lata temu mial bardzo powazna kolizje na motocyklu z
jeleniem, stracil dolna czesc prawej nogi, powaznie oslabione serce (50%
wydalnosci), byl w spiaczce okolo miesiaca. Czlowiek ktory jest de facto
inwalida wsiada na motocykl i jakby sie ozywia. Juz w pierwszym zakrecie
widac ze On po prostu jezdzi. Jak to potem ujal wygladalismy niemal jak
blizniacy, z uwagi na dokladnie ten sam model SV-650.

Jedziemy do Apache Trail. Jest to kilkadziesiat mil totalnie kretych
drog - tutaj film nagrany przez Boba kilka lat temu:
[Only registered and activated users can see links] - to tylko mala probka.
Facet jest niezwykle szybki - mowi ze jezdzi szybciej nie kiedykolwiek
wczesniej. Probuje dotrzymac tempa. Miejscami mi sie udaje. Ale tylko
miejscami. A droga jest coraz bardziej dramatyczna. Pierwszy raz w zyciu
przycieram podnozek. SV-650 jest genialna w zakretach. Maly V-twin
ciagnie mono juz na niskich obrotach. Red line to 11K RPM.

Dojechalismy na miejsce, spotkalismy innych bikerow na prawie ze
rytualnym sniadaniu. M. in. Jack'a ktory ma 72 lata ktory kiedys jezdzil
z Kenny Roberts Sr. w Kaliforni. Jack mial 5 tygoni wczesniej wypadek w
wyniku ktorego zlamany zdaje sie obojczyk i pokiereszowane zebra.
Przylecial na swoim $40K Ducati 1098S. Mimo wieku wciaz jest
niedoganialny. Tutaj kilka zdjec: [Only registered and activated users can see links] z tego etapu
(pierwsze ja z Bobem, trzecie od konca Jack z Bob'em). A to trasa
pierwszego etapu: [Only registered and activated users can see links]

Wracam do moich gospodarzy, przepakowywuje sie ruszam w etap drugi czyli
Gran Canyon: [Only registered and activated users can see links] W sumie bardzo duzo improwizuje.
Brak rezerwacji motelu, nie wiem do konca ktoredy bede jechal. Nawet nie
mam mapy a jest niedziela po poludniu i zaraz wszytko pozamykaja. I w
dodatku dochodzi do 100F (czyli jakies 38C). Na szczescie droga na
polnoc to tez zmiana wysokosci i deczko klimatu. Robi sie coraz
przyjemniej w miare oddalania sie od Phoenix. Docieram do poprzednio
poleconej Sedony. Kolejny raz szczescie mi dopisuje. Mimo ze jestem
chwile po 3pm, pani z informacji turystycznej ktorej sie pytalem o
spanie w GC wrocila do ofisu i dala mi piekna mape AZ. Genialnie - mapa
to mapa, a GPS to GPS - obydwa sie bardzo przydaja - jedno do
planowania, drugie do szybkich klakulacji. Czasu juz niewiele i decyduje
sie zeby jak najszybciej sie znalesc z w GC. I tutaj wychodzi pewna
slabosc SV-650 - tak do 100 MPH w miare ciagnie - ponad to jest ciezko.
W sumie cos za cos a mianowicie zwinnosc za stabilnosc przy predkosci i
moc jako taka. Nie jest to jakis wielki minus, ale doskwiera w
szczegolnosci po przejechniu wielu tysiecy mil prawie dwa razy
mocniejszym FZ-1. Jesli chodzi jednak o zakrety i serpentyny to nie ma
sobie rownej w swojej kategorii cenowej. 89A to wlasnie taka trasa.
Omine opisy wyprzedzania na podwojnej ciaglej lub winklach :-) . SV-650
genialnie trzyma w pelnym pochyleniu jakby asflat mial ukryte szyny.

Robi sie zimno. Przy dojezdzie do GC juz prawie sie caly trzese -
dobrze ze sobie wzialem polarek. W sumie to jest putynie gdzie
temperatury sie wachaja od 50 do 90F. Szczescie mi dalej dopisuje.
Gdybym byl pozniej 30 minut, spalbym w motelu dwa razy drozszym, bo juz
praktycznie nie bylo miejsc. Zarezerwowalem pokoj i zostalo mi dokladnie
20 minut by dotrzec na Grand Canyon dokladnie na zachod slonca. Po
powrocie poszedlem cos zjesc i lulu. Rano sie budze by zaczac etap 3 i
ostani - powrot do domu. Wczesniej jeszce druga wizyta na GC. Ten trzeba
po prostu pobyc. Tutaj kilka zdjec z etapu 2 i 3 [Only registered and activated users can see links]

Mam wiecej czasu niz w dzien poprzedni. Aczkolwiek tez nie bardzo wiem
co mnie czeka. Przygotowywuje wiec kilka wariantow z planami awaryjnymi
A, B i C. Postanawiam wrocic do Sedony ale inna trasa
[Only registered and activated users can see links] I potem dac sie poniesc w bardziej pustynne
rejony w glab gor. Po drodze miasteczko zbudowane prawie ze na skale -
Jerome (jest kilka zdjec zabudowan z ostrymi zakretami). SV-650 znow sie
genialnie trzyma na serpetynach - coraz bardziej sie ucze tej maszyny,
coraz wiecej zaufania i wyluzowania. Puszki zostaja jedna po drugiej w
tyle. Momentami ide bardzo ostro - widocznosc jest jedynie na kilka
sekund do przodu. Raz bylo na styk z autami przyjezdzajacymi z nad
przeciwka - na styk ale wciaz bezpiecznie. Mam pewna granice ktorej nie
przekrocze. A mianowicie zawsze przy ostrym manewrze musi byc plan B.

W koncu dojezdzam do celu i musze oddac motocykl. 834 mile czyli jakies
1300 km w 48h. Duzo by jeszcze pisac. To trzeba po prostu zobaczyc.
Wydaje mi sie ze na 3-4 dni to by bylo idealnie. Jest na przyklad do
zrobinie droga 191 o ile dobrze pamietam z 550+ zakretami - z tego co
slyszalem to BMW testuje tam swoje motocykle. I wiele innych tras.

To tak w skrocie z fascynujacej wyprawy, Pozdrawiam serdecznie, Andrzej

primuss
05-06-2008, 06:42
AlFire <[Only registered and activated users can see links]> napisał(a):
> Witajcie,
>
> Mialem okazje spedzic 48h praktycznie sam na sam z 2oo kilka dni temu w
> Phoenix, AZ i okolicach.

Fajny opis. Mi brakuje tylko krotkiego wprowadzenia - co, kto, gdzie,
dlaczego - bo poczatkowo sie troche pogubilem :)


--
pozdr.,
primuss

XJ900 Diversion
Czerwona Inazuma 750 - sprzedana! :(
Virago 250

AlFire
05-07-2008, 03:59
primuss wrote:

> Fajny opis. Mi brakuje tylko krotkiego wprowadzenia - co, kto, gdzie,
> dlaczego - bo poczatkowo sie troche pogubilem :)

dzieki za komentarz. ten wypad byl wlasnie w tym stylu - jak by mnie z
samolotu zrzucili w obcym kraju. FWIW normalnie mieszkam w Chicago,
jakies 3000km od PHX.

Cheers,
Andrzej